|
Cajun Roosters jest pięcioosobowym zespołem specjalizującym się w muzyce południowo-zachodniej Luizjany, z dalekiego południa Stanów Zjednoczonych. Niewtajemniczonym pora wyjaśnić, że tam przed wielu laty narodził się jazz i że z „cajunowych” korzeni, rdzennej muzyki tych okolic korzystał ochoczo jazz, asymilując dla siebie brzmienie jakże, zdawałoby się zupełnie „niejazzowych” instrumentów jak akordeon czy skrzypce. Podobnie jak muzyka jazzowa, tak cajun (i jego odmiana zwana zydeco) powędrował w świat. Eksportowali go rdzenni nowoorleańczycy, wywozili go stamtąd poszukiwacze muzycznych inspiracji. W ostatnich latach brzmienie cajun nabrało rozmachu w Europie. Trzy tysiące mil z dala od luizjańskich korzeni, cajun i zydeco przeżywa drugą młodość, wypełniając amerykańskim, ludowym na wskroś instrumentarium europejskie kluby i festiwale. Do korzeni jazzu sięgamy dzisiaj za przyczyną brytyjskiej formacji Cajun Roosters. Powstała pięć lat temu pod hasłem „nie jesteśmy z Luizjany, ale gramy z szacunkiem dla naszych idoli i mistrzów”. W Iławie wystąpi w amfiteatrze i na mniej oficjalnej scenie nocnej. Zespół tworzą: Chris Hall, acc cajun, voc, viol, Hartmut Heqewald viol, tarka, voc, Hazel Scott voc, g, Michael Bentele cb i Sam Murray dr, perc, voc.
|
|
LOUISIANA RED i trio Ala JONESA |
|
Naprawdę nazywa się Iverson Minter. Niebawem stuknie mu osiemdziesiątka. Ale nie tylko z racji wieku uchodzi w świecie bluesa za autentycznego świadka historii. Przede wszystkim dlatego, że pochodzi z Alabamy, gdzie nikt nie uczył się bluesa, bo się z nim po prostu urodził. Zaczynał od naśladowania swoich trochę starszych mistrzów, Muddy Watersa, Laghtnin’ Hopkinsa, Howlin’ Woolfa. Potem spotykał innych, równie wielkich śpiewaków jakich wydała delta Missisipi. Dołączył do tego zacnego grona na początku lat 50. A gdy zrządzeniem losu przyszło im odejść z zasięgu brzmienia tej muzyki, on Louisiana Red – ich spadkobierca, zajął ich miejsce i nadal wypełnia swą misję. „Blues jest jak kobieta – mówił podczas swojej wizyty w Warszawie – jest jak matka. Dla mnie to całe życie, przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Nie można bluesa wyrazić słowami, gdyż wypływa z głębi duszy”. Ostatni Mohikanin Bluesa, jak nazwano w Warszawie, wystąpi w Iławie w towarzystwie tria Ala Jonesa, jednego z trzech zespołów, z którymi obecnie pracuje oraz Sławka Wierzcholskiego.
Al JONES Gitarzysta i wokalista bluesowy. Urodził się w Richmond, w amerykańskim stanie Wirginia. Dzięki ojcu zainteresował się gitarą, po wysłuchaniu koncertu T-Boone Walkera zakochał się w bluesie. Po krótkiej, ale intensywnej nauce gry na gitarze założył własny Blues Band, który z różnymi zmianami prowadzi od prawie pół wieku. W długiej już karierze odbył wspaniałe tournée z wielkimi gwiazdami bluesa. Koncertował z T. Tucknerem, W. Mabonem, Championem J. Dupree. L. Reda spotkał w 1985 i od tamtej pory datuje się ich wielka przyjaźń i wspólne występy. Al Jones Blues Band tworzą: Al Jones g, voc, Uwe Kneuppel bg i Tim Collins dr.
Sławomir WIERZCHOLSKI Wokalista, gitarzysta i harmonijkarz, kompozytor i autor tekstów nie przez przypadek zaproszony został do tego koncertu. Festi-walowy piątek, który od kilku już lat puentowany jest muzyką bluesową, praźródło jazzu, zarezerwowany został w tym roku dla Louisiany Reda. Obaj panowie doskonale się znają. Przed blisko dwudziestu laty Louisiana Red zachwycony brzmieniem zespołu Nocna Zmiana Bluesa przyjął zaproszenie S. Wierzcholskiego do wspólnego koncertu i nagrania płyty. Występ odbył się w nieistniejącym już niestety klubie jazzowym Akwarium w Warszawie. Koncert pokazał Program 1 TVP, zaś płytę Nocna Zmiana Bluesa & L. Red: The Last Mohican of the Blues wydał w 1992 Polton. Powtórka z bluesa nastąpi teraz w Iławie.
|
|
Czy brzmienie trzech Hammondów jest inne niż jednego? Instrumentoznawcy mają na takie pytanie jedną tylko odpowiedź – nie! Argumentują ponadto, że nie jest to odosobniony przypadek. Na przykład wibrafon. Każdy zbudowany jest tak samo. Brzmi identycznie. Technika gry sprowadza się do gry pałkami. Dwoma, czterema. Nawet jeśli znajdzie się muzyk o cyrkowych umiejętnościach, który zagra sześcioma, też nic wielkiego nie zwojuje. Z organami Hammonda jest podobnie. Ich oryginalność zasadza się na unikatowej barwie. Uzyskuje się ją, mając do dyspozycji ograniczoną ilość registrów i manuałów. Po co więc mnożyć byty, skoro zamiast wielu, wystarczy jeden. Faktycznie, wystarczy jeden. Jeden Hammond, ale nie jeden instrumentalista. Oni zawsze będą różni, nawet jeśli grać będą na identycznie zbudowanych instrumentach. Czym się będą różnić? Proszę ich najpierw słuchając oglądać. A potem zamknąć oczy i tylko słuchać. Nawet niewyrobione muzycznie ucho wyłowi różnice i pozwoli rozpoznać ich bez trudu. Ich, czyli Wojciecha Karolaka, Pawła Serafińskiego i Wojciecha Kamińskiego.
Pierwszy zafascynował się Hammondem cztery dziesięciolecia temu. W 1973 został najlepszym organistą Europy w ankiecie magazynu „Jazz International” i od 1984 do dziś (z niewielką przerwą) w ankiecie Jazz Top magazynu „Jazz Forum”. Od tamtej pory swoje jazzowe życie dzieli między komponowanie i aranżowanie z jednej strony oraz fortepian i organy z drugiej. Drugi jest jedynym z tej trójki organistą z wyboru. Tylko Hammond (z małymi wyjątkami). Świadczy o tym przede wszystkim działalność estradowa, w której dominantą są jego formacje organowe, Hammond Serafiński Band (z którym koncertuje w kraju i za granicą), Hammond Band (z Marcinem Janiszewskim), Hammond Trio (z Kubą Raczyńskim) i Hammond Team (z Michaelem Falkensteinem). Trzeciego znamy z jazzowej sceny od prawie pół wieku przede wszystkim jako pianistę. Zaczynał w Ragtime Jazz Bandzie, teraz gra w reaktywowanym Swing Workshopie. Jego hammondowe zainteresowania przypominają fascynacje Fatsa Wallera. W sercu fortepian na zawsze, organy tylko wtedy, gdy przyjdzie na nie ochota (właśnie nadeszła).
|
|
WASOWSKI JEST DOBRY NA WSZYSTKO |
|
Jerzy Wasowski jeszcze za życia doczekał się takich porównań jak Henryk Wars po śmierci – polski Gershwin, Cole Porter, albo Richard Rodgers. Przydomki te mogą dziwić, przede wszystkim dlatego, że niezwykle trudno doszukać się w jego życiorysie takich związków z muzyką w szczególe i ze sztuką w ogóle, które pozwoliły później mówić o nim – kompozytor, pianista i aranżer, także aktor i reżyser.
Był bowiem absolwentem Wydziału Elektrycznego Politechniki Warszawskiej i jak przystało na inżyniera, po ukończeniu studiów podjął w 1938 pracę w dziale technicznym Polskiego Radia. Ale kilka miesięcy później wybuchła wojna. I pewnie wtedy, choć zazwyczaj mówił o niej niechętnie, zbliżył się do muzyki. Pozwoliło to mu po wojnie znowu związać się z Polskich Radiem, najpierw jako spiker radiowy (1945-46), a dwa lata później, m.in. jako kierownik działu reżyserii muzycznej i nagrań, inżynier akustyk, reżyser oraz doradca do spraw muzyki rozrywkowej. Od tamtej pory datuje się wieloletnia i owocna współpraca Wasowskiego z Jeremim Przyborą, którą znamy z anteny radiowej, telewizyjnej, z estrady i z płyt. I towarzyszące jego muzyce nieprzebrane grono wykonawców, aktorów, piosenkarek i piosenkarzy, jazzmanów, zespołów i orkiestr. O tym szczegółowo informują teraz liczne wydawnictwa książkowe, J. Przybora, J. Wasowski, Kabaret Starszych Panów I, R. Dziewoński; Kabaretu Starszych Panów wespół w zespół, R. Dziewoński, M. i G. Wasowscy, Ostatni naiwni: Leksykon Kabaretu Starszych Panów, D. Michalski, Starszy Pan A, opowieść o J. Wasowskim.
Twórczość Jerzego Wasowskigo była przedmiotem licznych interpretacji. W Iławie podczas jednego z koncertów sprawdzimy – parafrazując tytuł piosenki – czy Wasowski jest dobry na wszystko. Pod wodzą Pawła Sztompke, Wasowskiego na jazzowo przedstawią w duecie Lora Szafran i Bohdan Hołownia, Trio Wojciecha Karolaka, Straszni Panowie Trzej oraz soliści, Dorota Miśkiewicz, Anna Serafińska i Marek Bałata. Towarzyszyć im będzie doborowy sekstet: Mariusz Dubrawski p, Przemysław Kostrzewa tp, Mariusz „Fazi” Mielczarek s, Andrzej Rękas tb, Zbigniew Wegehaupt cb, Wojciech Bylica dr.
|
|
Zaczynał karierę jazzmana, gdy Starsi Panowie szykowali się do podboju ekranu telewizyjnego. Ale nie była mu wtedy w głowie ich muzyka. Grał na fortepianie dixieland z własnym zespołem. W 1958, gdy Jerzy Wasowski pojawił się ze swoja muzyką na ekranie, Karolak był saksofonistą. Najpierw w Jazz Believers, niewiele później w zespole The Wreckers. Coraz chętniej też zasiadał do fortepianu. W zespole A. Kurylewicza, w Swingtecie J. Matuszkiewicza, w Polish Jazz Quartecie i w kwartecie Mainstream. Zresztą lista formacji własnych i „cudzych” jest przeogromna. Tak jak szeroka jest gama uprawianych stylów i gatunków muzycznych. Piosenka, musical, jazz, utwory własne, muzyka dla teatru, filmu i sceny. Jego muzyczne sumienie „obciąża” też repertuar „staropański”, któremu poświęcił jedną z pięćdziesięciu swoich płyt jazzowych. Nagrał ją z dwoma triami, z basistami D. Oleszkiewiczem i Z. Wegehauptem oraz perkusistami Cz. Bartkowskim i A. Dąbrowskim. W Iławie towarzyszyć mu będą Janusz Kozłowski cb i Adam Czerwiński dr.
|
|
Takich trzech jak ich dwóch nie ma ani jednego. To powiedzenie pasuje „jak ulał” do tria Andrzej Jagodziński p, Janusz Szrom voc i Andrzej Łukasik cb. Bowiem i Jerzy Wasowski z Jeremim Przyborą i to „Straszne Trio” są jedyni w swoim rodzaju. Wydawać by się mogło, że już wszystko zagrano i zaśpiewano z repertuaru Starszych Panów. Okazuje się jednak, że nadal drzemie w nim taka siła, która pozwala sięgać doń nieprzerwanie, ale najlepsze rezultaty daje wtedy, gdy towarzyszy mu wyobraźnia wykonawców. Straszni Panowie Trzej mają jej w nadmiarze, o czym świadczy płyta wydana w ekskluzywnej serii Biblioteki Gazety Wyborczej.
|
|
 „Piosenki Jerzego Wasowskiego i Jeremiego Przybory powinny być w każdej apteczce duchowej w każdym domu” – twierdzi Bogdan Hołownia p. Domową apteczkę napełnił najpierw sam, wydając własnym sumptem Śpiewnik z piosenkami Starszych Panów. Potem wraz z Lorą Szafran voc, nagrał płytę Droga do ciebie. Oboje dodali do kabaretowego repertuaru jazzowego uroku. Drzemie on w piosenkach Wasowskiego od dawna, tylko trzeba umieć go znaleźć. Im to przyszło bez trudu.
|
|
Wokalista jazzowy, kompozytor i aranżer, także malarz i aktor wydaje się być bardzo pokrewną duszą. Podobnie jak mistrz Wa-sowski, jest artystą wielu specjalności. Ale na pierwszym miejscu bez wątpienia jest wokalistyka, przede wszystkim jazzowa. Od 1988, kiedy w Zamościu podczas konkursu na Międzynarodowych Spotkaniach Wokalistów Jazzowych sięgnął po główną nagrodę, stała się jego estradową specjalnością, co doceniają uczestnicy ankiety Jazz Top magazynu „Jazz Forum”, lokując go od 1991 na najwyższym miejscu w kategorii wokalista jazzowy. Znany jest również z tego, że jak nikt inny w tym jazzowym fachu, potrafi połączyć jazzowy koncert z własną ekspozycją plastyczną. Śpiewa standardy we własnej aranżacji, eksponującej wokalną improwizację scatem, a także jazzowe transkrypcje klasyki. Klasyki Wasowskiego także.
|
|
Jej wokalistyka mieni się wszystkimi barwami i odcieniami jazzu, od standardów w ich klasycznym brzmieniu, poprzez formy nowoczesne, po tematy zgoła niejazzowe. Te ostatnie nabierają jednak nowego brzmienia w jej interpretacji. Tak było m.in. z piosenkami J. Kofty, J. Kaczmarskiego, ze szlagierami M. Rodowicz, a będzie z muzyka J. Wasowskiego. Z wykształcenia skrzypaczka, po ukończeniu Akademii Muzycznej w Katowicach, poświęciła się wyłącznie muzyce śpiewanej. Pozostała w tamtejszej uczelni jak wykładowczyni, obroniła pracę doktorską. Oprócz stałych zajęć, bierze udział w licznych warsztatach i kursach muzycznych. Wielką miłość do jazzu znalazła w rodzinie. Prawdę mówiąc nie musiała jej wcale szukać, bo tylko ona ma jazzową babcię, Carmen Moreno – gwiazdę jazzu tuż powojennego. I wspólną z babcią płytę Śpiewając jazz.
|
|
Niewielu jest ludzi jazzu, którzy noszą tak bardzo jazzowe nazwisko jak Dorota. Tata Henryk, od lat jest na topie pośród saksofonistów altowych. Brat Michał „bębni“ od 13 roku życia. Teraz robi to profesjonalnie z największymi sławami z kraju i Europy. Mama Grażyna, chociaż jest najdalej od muzyki w porównaniu z pozostałą trójką, też jest z nią (muzyka i trójką) związana odpowiedzialną funkcją menadżera. Dorota Miśkiewicz zanim zainteresowała się wokalistyką, stawiała na wiolinistykę. Przeszła pełną, trzyetapową edukację skrzypcową w Podstawowej i Średniej Szkole Muzycznej oraz w klasie skrzypiec warszawskiej Akademii Muzycznej. Trudno dziś ustalić kiedy nastąpił u niej zdecydowany zwrot ku muzyce jazzowej. Widocznym jego przejawem była bez wątpienia praca magisterska na temat skrzypiec w muzyce jazzowej. Potem już było łatwo, tym bardziej, że przyjaciele taty z ochotą zaczęli korzystać z jej skrzypcowych i wokalnych umiejętności przy nagrywaniu płyt i w licznych koncertach. Erudycja muzyczna pozwala jej sięgać po każdy gatunek muzyczny. Po muzykę Wasowskiego też.
|
|
Troy Anderson niemal od urodzenia otoczony zewsząd muzyką orkiestrową i wokalną, jazzową, religijną i klasyczną. W domu, w rodzinnym mieście, w kościele i w szkole, nawet w wojsku, gdzie grał w orkiestrze dętej. Czterdzieści lat ze swego prawie półwiecznego życia spędził z trąbką. Kto takiego jak on, czarnoskórego muzyka mógł oczarować? Tylko Louis Armstrong. Przejął od niego wszystko, białą chusteczkę złotą trąbkę, technikę gry na niej, a nawet miłość . Ma nawet podobny wygląd, tembr głosu no i oczywiście taki sam jak Armstrong repertuar, Mack the Knife, When the Saints Go Marchin In, Cabaret, Ramona i What a Wonderful World. Ten ostatni temat przylgnął doń mocniej, gdyż trafił do nazwy jego zespołu A Wonderful World Tribute Band, z którym objeżdża świat. Nic więc dziwnego, że obdarzono go armstrongowskim pseudonimem Satchmo. Tylko jedno różni go od idola. Nie jest nowoorleańczykiem. Urodził się w Hallandale, dlatego często mówią o nim – Armstrong z Florydy. Podobał się w Nowym Jorku, zdobył miłość rodowitych nowoorleańczyków, zachwycała się nim Europa. Teraz mamy go w amfiteatrze im. Louisa Armstronga. Czy mógł trafić lepiej? Towarzyszyć mu będzie trio Eryka Kulma, dzięki któremu dowiedział się o iławskim festiwalu.
|
|
Eryk KULM , perkusista pojawił się na polskiej scenie jazzowej w 1974 z zespołem Jazz Carriers. Powrócił na nią dopiero po 15 latach, które spędził pracowicie w Stanach Zjednoczonych. Studiował tam w słynnej Barklee School of Music, szlifował swe umiejętności grywając m.in. z D. Gillespie, R. Rodneyem, I. Sullivanem. W Warszawie założył Quintessence, zespół, który zdaje się, na zawsze przylgnął do jego nazwiska. Płytę Birthday uznano za najlepsze nagranie jazzowe roku 1992. Od tamtej pory zespół na stałe zagościł w polskim jazzie. Pod względem muzycznym i personalnym stał się najciekawszym warsztatem jazzowym, ową kwintesencją, kształtowaną umiejętnością łączenia wszelkich zdobyczy jazzu z talentami jej muzyków.
Paweł TOMASZEWSKI , pianista, jest także absolwentem Instytutu Jazzu Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach. W 2005 został laureatem I nagrody (ze swoim triem) Festiwalu Standardów Jazzowych w Siedlcach oraz Grand Prix Jazz Juniors w Krakowie. Do tych debiutanckich nagród dołączył wkrótce kolejne, w Bielsku-Białej, Jeleniej Górze i we Wrocławiu. Z zespołem Dean Brown Quartet wyjechał na tournée po Europie. Gra w Quintessence. Współpracował w nagraniach i na estradzie m.in. z zespołami G. Nagórskiego, J. Śmietany.
|
|
Andrzej ZIELAK , kontrabasista, absolwent Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach. W Instytucie Jazzu był wybitnie uzdolnionym uczniem Jacka Niedzieli. Teraz sam udziela się jako pedagog Wydziału Jazzu w Zespole Szkół Muzycznych im. Stanisława Moniuszki w Łodzi.
|
|
ANDRZEJ PAWLIK i Paweł SZTOMPKE |
|
ANDRZEJ PAWLIK i Paweł SZTOMPKE , gospodarze festiwalowych dni są dziennikarzami muzycznymi. Pierwszy jest filologiem z wykształcenia, melomanem z zamiłowania, drugi z kwalifikacjami muzykologa i socjologa, sympatykiem muzyki kina. Łączy ich antena radiowa. Pawlika z radiem olsztyńskim, Sztompkego dawniej z warszawską Trójką, teraz z centralną Jedynką. Głos i twórczość antenową pierwszego znają słuchacze regionalnych audycji muzycznych z jazzem, o jazzie i nie tylko. Drugi i tam opowiadał (w Trójce) i tu opowiada (w Jedynce) o filmowych ścieżkach muzycznych. W Trójce Muzyka kina, Filmowa Tonacja Trójki, w Jedynce Smaki polskie, Muzyczna Jedynka, Tylko bez polityki, proszę (wspólnie z A. Semkowicz). Ponadto odpowiada przed radiosłuchaczami jako „funkcjonariusz” kultury, szef redakcji muzycznej. Radio i estrada ich łączy. Dzieli natomiast Iława. Pawlikowi od dawna wdzięczna jest publiczność za „garść” informacji o uczestnikach festiwalu Old Jazz Meeting-Złota Tarka, Sztompke ma na nią (wdzięczność) zapracować w Iławie po raz pierwszy.

|
|
|